czwartek, 19 grudnia 2013

Ponowne narodziny...

Dwójka nemezis spojrzała na siebie srogo i zniknęli by pojawić się przy sobie krzyrzując ostrza z pomiędzy których wyleciały tysiące iskier. Nacierali na siebie siłując się krótko i odskakując wówczas młodszy natarł frontalnie, gdy jego mistrz chciał go nadziać na swój miecz, jednak ten wykonał salto, a następnie wylądował za jego plecami rozcinając mu plecy aż do połowy kości... Wówczas z ostrza wydobył się potężny ryk a Shidearu usłyszał cichy głos: "Przybądź po mnie..." przez szok ostreze Azraela go dosięgło i przecięło na pół. Chłopak zaczął dostrzegać że zpada się w ciemność nie czuł nóg jedynie ból w okolicach pasa... Powieki jego stawały się coraz cięższe a gdy opadły... młodzieniec otworzył oczy był w dziwnym miejscu... Jakby na polu bitwy po niebie niczym chińskie smoki latały łańcuchy ostrzy. W ziemię były wbite miecze i włócznie przed nim stało dziwięć postaci wszystkie były praktycznie identyczne jak on tylko różniły się aurą, ilością mięśni i wzrostem... Uśmiechnęli się i jeden z nich stwierdził:
- Na początek powiem Ci kim jesteśmy... Otóż stanowimy jedność... My to twoje dziewięć wcieleń...
- Nie rozumiem... Przecież umarłem lub dalej konam... - zszokowany Shi
- Nie.... Ty dalej żyjesz jak każdy z nas... - odpowiedziało jedno z wcieleń
- Czym są wcielenia?? - spytał dalej w szoku
- Są nimi talenty i specjalizacje wielu wojowników pragnie wcieleń... - wyjaśniło wcielenie
- Rozumiem więc jakie to wcielenia mam?? - zadał pytanie Shidearu
- Młodzieniec czyli ty, ja czyli Czempion... Ten wielki to Furia... To w kapturze to chyba facet jest wcieleniem Zabójcy... Ten który ma torbę u boku to jakaś wyjebana kopia macgyvera.... facio nad stołem alchemicznym to Truciciel.... to z łańcuchami ro Rozpruwacz... a ten tu to Tancerz ostrzy... następny rycerz Bogini Kirei czyli Zwyciężca... Ostatni jest cieniem i śmiercią to Żniwiarz... - wyjaśnił Czempion
- Więc tak każdy z was ma inne moce i umiejętności... A to miejsce czym jest?? - spytał młodzieniec
- To twoja dusza póki co jest polem bitwy bowiem tylko to znasz oraz ją... - stwierdził lider pokazując mu pomnik pięknej kobiety na środku pola bitwy
- Rozumiem więc wszystko co zrobiłem, zrobię i co robię odbija się na mym duchu... Jak mam zmienić wcielenie?? - zrozumiał oryginał
- O tąd gdy będziesz uwalniał swą moc będzie się pojawiał znak smoka na ying yang poczym morda tego gada będzie pokazywała wcielenie... - powiedział Czempion znikając

Chłopak nagle wrócił do swego świata rozejrzał się i dostrzegł że jego mistrz odchodzi a rozcięcie na pół nie istnieje... Uśmiechnął się drwiąco i zabiegł mu drogę. Azrael osłupiał. Nie mógł sobie wytłumaczyć, dlaczego ten durny smarkacz jeszcze żyje. Przysiągłby, że przed chwilą rozcinał go przecież na połowę, co powinno zabić każdego szanującego się człowieka... O ile to był człowiek.
- A ty jeszcze żyjesz, szczeniaku? - zdumiał się nie na żarty. - Jakim cudem...
- A wstałem sobie bo to nudne udawać zdechlaka... - zaśmiał się młodzieniec
- Wstałeś sobie, powiadasz....W takim razie sprowadzę Cię do takiego poziomu, z którego już się nie wstaje! - Azrael zaatakował. Srebrna klinga jego katany zaświstała w powietrzu, wycinając runiczny znak. Z ostrza wypłynął ocean purpurowozłotych płomieni, zmierzający niebezpiecznie w stronę Shidearu. Sycząc, pochłaniał wszystko, co stanęło mu na drodze i przypadkowo spopielił zwłoki młodej kobiety, jednej z uczennic zabitych przez zdradzieckiego mistrza.
- Tchórzliwa technika... - zaśmiał się i wystawił rękę a przednim pojawił się znak wyboru wcieleń wypadło na zabójcę. Wówczas chłopak pojawił się w cieniu Pogromcy i obciął mu rękę
Azrael zawył. Spojrzał z niewypowiedzianym zdumieniem na swoją rękę. Po chwili wrzasnął wniebogłosy: - Ty obrzydliwy, skurwielski gówniarzu! Powinieneś dawno już zdechnąć!
- Ależ ja już zostałem zabity z 300 razy... - zaśmiał się Shi dodał - dotąd nie rozumiałem czemu wracam... Lecz teraz to pojąłem... Jam jest chaos...

Miotając różnego typu obelgi i przekleństwa, wykonał kolejny znak trzęsącą się ręką, nie mogąc przestać patrzeć na kikut swojej prawicy. Tym razem w stronę bruneta pomknęło niszczycielskie tornado, zawierające w sobie ostrza nasycone trutką.
- Siedź cicho, dzieciaku! Nie istnieje coś takiego, jak chaos! A nawet jeśli jest, to nie ty jesteś jego panem! A teraz ładnie zdychaj, zanim się wkurwię i uwolnię ostateczną moc!
- Niezadziała ten atak... - Chłopak przeszedł przez tornado śmiejąc się psychopatycznie

Mistrz zaklął szpetnie. Nie rozumiejąc, dlaczego jego przeciwnik nie jest jeszcze martwy, krzyknął : - Sanshuu Seiran! Wywołana tą komendą apokalipsa złożyła się na trzęsienie ziemi, które miało pochłonąć chłopaka, pożar mający strawić jego ciało, potop, pełniący oczyszczającą funkcję i pnącza roślin powodujące odrywanie kolejnych kończyn...
- Wszystko to zniknie.... - stwierdził a atak wroga zaczął być wchłaniany przez ciało młodzieńca

- Więc to tak...Jesteś potępieńcem, bękartem szatana. Zabiję cię twoją własną bronią. - Azrael pokiwał głową, po czym potraktował go iluzją, w której widoczne były jego najgorsze wspomnienia.
- Hahahahahahahahahaha - chłopak się roześmiał i dalej szedł w stronę swego nemezis śmiejąc się jak psychopata
- Co cię tak śmieszy? Twoje własne pojebanie? - prychnął Azrael, atakując go dalej za pomocą ostrz z ciemności.
- Ty mnie śmieszysz i twoja żałosna moc... Jam jest rycerz Bogini Kirei... ty zaś jej nemezis jak się ona nazywała? - spytał śmiejąc się
- Więc to tak? - w oczach Azraela błysnęła złośliwość. - Naprawdę uważasz, że pani Saika nie jest tak silna jak ta twoja słabiutka boginka Kirei? Doprawdy dziwi mnie potęga twojego debilizmu...
- Tak właśnie tak ty i ona jesteście żałośni to dlatego każdy smok rozpierdala jej światynię i posągi... - zaśmiał się i wbił katanę w szyję Mistrza

Azrael upadł bezwładnie, niczym porzucona lalka w teatrze kukiełkowym. Zdążył wyszeptać "zamknij się, śmieciu". Chwilę potem umarł bez większych cierpień.

Chłopak rozejrzał się a z jego oczu zamiast łez popłynęła krew, krzyknął z bólu psychicznego... Echo tego ryku było słyszalne niemalże na całym świecie. Czyste niebo zostało zasłonięte krwisto czerwonymi chmurami padał deszcz krwi i czarne błyskawice szalały po obłokach w koloże posoki.
Wstał i użył instynktownie ognia jednak ten nie był normalny był czarny z czerwonymi obwódkami, który zachowywał się jakby żył szybko rozszedł się po wiosce paląc wszystko, tworząc z siebie wielki grobowiec pod wiecznie płonącymi ogniami... Shidearu roniąc krwawe łzy wyruszył ku lodowym pustkowiom północy...

Wędrował już od wielu dni wszędzie lód, śnieg, i pustkowie... Bardzo upierdliwy był wiatr bowiem zawsze wiał tak by go wkurzać jakby bogom się nudziło...

Chłopak rozbił obóz wykorzystał płomień który był mu posłuszny ogrzewał się przy ogniu. aż zasnął... Nagle w jego snach, pełnych smutku, pojawiła się piękna bogini Kirei. Uśmiechała się delikatnie, pochylając się nad nim. Jej fioletowe oczy błyszczały radością ze spotkania z jej wiernym wyznawcą.
- Widziałam Twoje łzy i smutek. Wiem, że cierpisz, lecz Twoja droga dopiero się zaczyna. Masz wielki potencjał. Bogowie go dostrzegają i wesprą Cię z radością, pamiętając o moich zasługach dla nich. - powiedziała cicho, aksamitnym głosem. Pogładziła chłopaka - a może tylko tak mu się wydawało - po włosach z figlarnym uśmiechem.
- Kirei poczekaj nim wyruszę by odbić twe ziemię zdobędę wsparcie od barbarzyńców z północy... - wyszeptał cicho patrząc w jej oczy
- Nie musisz szukać pomocy tak daleko, jeśli masz ją pod ręką. Na Twoim miejscu, Shi-chan, udałabym się do świątyni. To niedaleko, znasz drogę. Znajdziesz tam człowieka, który Ci pomoże. Poznasz go po tym, że pozdrowi Cię w imieniu Zwycięstwa. On będzie Twoim nowym mistrzem, a armia jego upadłych aniołów Twoją pomocą w planach.
- Wiem ich też uwzględniam. Ale mam plan zakładajacy odrodzenie twej świątyni i kraju dlatego wykorzystam furię barbarzyńców... - wyjaśnił
- Wszystko jest w Twoich rękach. Rób, jak uważasz za słuszne. Moja moc będzie Ci tarczą i mieczem, zbroją dla Twojego ciała. Osłonię Cię przed niebezpieczeństwem. - odpowiedziała cicho kobieta, zakrywając się płaszczem.
- Ja nie przegram mam plan obiecuję że odzyskasz swój raj moja piękna Kirei - stwierdził planując podróż
- Dziękuję Ci. Przyjmij teraz dar ode mnie... - Bogini uniosła dłoń. Na ciele Shidearu - dokładniej na jego ramieniu - pojawił się znak kanji nasycony ogromną energią, równą mocy bogów. Zaśmiała się. Był to piękny, krystaliczny dźwięk, piękniejszy niż wszystko, co do tej pory słyszano na ziemi. - W końcu piekielnie dobry z ciebie chłopak.
- Cóż to? I jakie ma to znaczenie? Tak jestem piekielnie popierdolonym chłopakiem... - zaśmiał się

Bogini uśmiechnęła się zagadkowo, jakby nie chcąc udzielać odpowiedzi. Położyła palec na jego ustach.

Skinął głową i wściekły sie obudził widząc gapiące się na niego wilki.... przeklnął pod nosem i spojrzał na wschód szepcząc:
- Kirei proszę wytzymaj jeszcze nieco czasu niedługo się spotkamy. Przysięgam!

Niebo rozświetlała zorza polarna. Gdzieś w oddali słychać było ryki niedźwiedzi i wycie wilków. Poza tym ani jednego odgłosu świadczącego o tym, że istnieje tu życie w jakiejkolwiek formie.
Shi spojrzał na zwierzęta te uciekły jakby spojrzał na nie demon...
- To zawsze działa... Pięknie gadam sam do siebie.... - zaśmiał się
Powiał bardzo zimny wiatr. Po
całonocnej przerwie zaczął znów padać śnieg.
- Kurwa ty musisz tak mi pizgać po dupie!? - warknął wściekle a najbliższa góra zniknęła dodał - kurwa mać znów tracę kontrolę nad mocą...

W tej chwili z lasu wyszedł wilk. Nie było to zwykłe zwierzę, miało bowiem dziwny kolor futra. Dokładniej mówiąc, srebrny. Jego ślepia były szkarłatne. Zawył głucho, a następnie zbliżył się do Shi. Upuścił u jego stóp coś, co wyglądało jak mały zwój. Sekundę potem zwierzę zniknęło, co było dowodem na to, że musiał być albo posłańcem od któregokolwiek boga, albo po prostu był demonicznie szybki. Podniósł zwój i przeczytał zawartośc z ogromnym rumieńcem...

1 komentarz:

  1. No no... Opko się rozkręca :3 Wcielenia Shi idealnie do niego pasują. Bogini Kirei... Ciekawa postac. Wilki uciekające przed Shi - normalka. Tsaa... on powinien się nauczyc panowac nad mocą albo całą planetę zniknie. Ale ten zwój i rumieniec na końcu... Huehue, oj będzie się działo xD

    OdpowiedzUsuń