Bestia zrodzona z chaosu... Smok o
ciele, źrenicach i białkach barwy obsydianu... W oczach jego rubin,
a w szponach chaos zamknięty... W sercu, skrzelach i gardle
nienawiść płonie... Krew demona, boga i człowieka płynie mu w
żyłach... Skrzydła przesiąknięte mocą tajfunów. Łuski jego to
czysta moc... Bogów, Aniołów, demonów i smoków...
Bogini będąca zwycięstwem, skuje obsydianową skorupę z jego serca... Jej słowa stają się zdarzeniem... Zapisano, że Ona zrodzona z Bogini Wojny i Boga Uzdrowiciela. Posiądzie trzy światy dzięki swemu: słudze i ukochanym w jednym.
Odrodzenie legend nastąpi niebawem...
Od dawien dawna po świecie chodzą osoby skażone krwią boga, demona, anioła i smoka. Jednak Póki żyje jeden smok o barwie obsydianu nie narodzi się kolejny... Każdy król będzie drżał na dźwięk ich imion...
Gdzieś w oddali rozległ się krzyk orła. Szczyty gór zasnute były mgłą. W ich cieniu leżało piękne, rozjaśnione setkami promieni światła dziennego, majestatyczne miasto na wzgórzu.
Jednak nie o tym mieście teraz mowa, prawdziwe miejsce początku historii leży na północy na granicy krainy śniegu i wiosny... Jest nim niewielka wioska u podnuża wodospadu Yeawral leżącego na zachodzie, poniżej którego rysowało się majestatyczne jeziorko o błękitnej, prawie przezroczystej wodzie, pachnącej kwiatami wiśni. Od południa chroniona przez wulkany i góry z obsydianu, przypominające wielkie piękne włócznie, zatopione we wnętrzościach Matki Ziemi... Wschód ubezpieczany był przez gęsty las pełen drzewców, driad, cholernych chochlików, gnomów, elfów, a według podań głęboko w sercu puszczy znajdują się kości zielonych i szmaragdowych smoków. Północ była dla wioski oknem na świat i głównym szlakiem handlowym. Tą małą osadę tworzyła szkoła sztuk walki, prowadzona przez Azraela Pogromcę.
Był to wysoki na dwa metry i trzydzieści centymetrów mężczyzna o krótkich kasztanowych włosach, twarz jego zdobiła dwójka złotych oczu. Jego lico nosiło nosiła wiele blizn zarówno od broni jak i pazurów. Nos jego nie był ani za wielki ani za mały. Usta wyglądały jakby miał zamiar zaraz kogoś pocałować, zwykle były wygięte w groźnym grymasie. Głowa jego była w odpowiednich do proporcjach wobec ciała, obecnie grzał ją kaptur szaty. Ramiona długie i umięśnione, doskonale widać każdy mięsień, gdy się patrzy nań ma się wrażenie, że to góra mięśni pokreślona wieloma pęknięciami blizn... Dłonie grzały mu czarne, grube, skórzane rękawice. Od przedramienia do stóp sięgała mu czerwono-czarna szata. Tors jego prypominał ten niedźwiedzi z naciskiem na mięśnie, zaś nogi wyglądały jakby jakiś rosły drwal ściął dwa potężne młode dęby i mu je tam przymocował. Jego ulubionymi brońmi była kusza i wielki miecz zwany Zgubą lub Kaerds co w smoczym narzeczu znaczy rychły zgon.
W wiosce znajdowała się też kuźnia, zakład płatnerza kilka zakładów szewca oraz cztery domy krawieckie. Tuż przy lasku znajdowały się cztery chaty myśliwskie, kilka chatek drwali i niewielki tartak. Wszystkie domy miały dachówkę z obsydianu. Szkoła sztuk walki była największym budynkiem posiadała mury z czerwonej cegły i kamienia wzmacniane drewnianym szkieletem wewnątrz murów. Plac do treningów walki wręcz miał wielkość jakiś piędziesięciu metrów długości i dwadziestupięciu metrów szerokości. Za nią znajdował się dziesięcio metrowy okrąg do pojedynków na broń białą, dalej zaś była strzelnica mająca ogółem wymiary czterdziestu metrów szerokości i sto długości. Kilka okolicznych drzewek przy akademii było ozdobionych tarczami służącymi do ciskania weń bronią miotaną... W części mieszkalnej akademi znajdowało się wiele sypialni pięcioosobowych o wymiarach dwadzieścia metrów długości i trzydzieści pięć szerokości, dwóch większych sypialni przeznaczonych dla mistrza i najlepszego ucznia. Centralna część była kuchnią i jadalnią. Ostatni fragment był biblioteką oraz salą do zajęć innej formy takiej jak ćwiczenia teoretyczne, kaligrafia, matematyka itp... Z kominów budynków wydobywał się brązowo-biały dym...
Na wschodzie leniwie unosiło się złoto-czerwone słońce delikatnie i majestatycznie stępujące na wioskę... Jak na złość jego blask wpadł przez okno do sypialni najlepszego ucznia noszącego imię Shidearu co w narzeczu smoków znaczy Niosący Czarną Śmierć... Wściekły warknął otwierając oczy, światu ukazały się piwne oczy wyrażające furię. Szybko zeskanował pomieszczenie wyglądało ono następująco:
Białe ściany pokrywały czarno czerwone wzory runiczne gdzie niegdzie wisiały piękne obrazy na których widniały sceny walki smoków z innymi rasami albo piękne kobiety, a w honorowym miejscu wielki obraz przepięknej damy o ognistych włosach oraz oczach w których zamiast tęczówek i źrenic widniał błękitny księżyc. Podłoga była wyłożona hebanowym drewnem tuż przy łóżku znajdował się gruby miękki ciepły dywan koloru krwi. Sypialnia ta dzieliła się na dwa sektory sypialny czyli południowy i północny będący gabinetem. Część służąca za biuro była doskonale oświetlona ogrzewał ją dodatko kominek wykonany z piaskowca bogato zdobiony rubinowymi runami. Biurko i inne meble wykonane były z drewna dębowego. Łóżko miało dębową ramę i bardzo wygodny materac w barwie obsydianu. W części sypialnej była też łazienka z ogromną wanną i sporą umywalką. Niedaleko obok łoża znajdowała się spora garderoba. Chłopak wstał i gdy tylko opadła kołdra w lustrze ukazał się młody chłopak mający około metra i siedemdziesięciu centymetrów był raczej kruchy. Nie miał on imponującego wyglądu, posiadał czarne włosy siękające my połowy pleców. Szybko się ogarnął, wymył i wyszykował jako tako by potem ubrać się wygodnie. Wskoczył w czarne bokserki, takowe spodnie, ubrał skarpetki też tej barwy, na to czarną luźną koszulę. Zacisnął pasek i przymocował do niego pochwę na katanę. Kilka pasów z nożami do rzucania przymocował do spodni. Z tyłu umieścił mały plecak z różnymi przydatnymi rzeczami takimi jak lekarstwa i opatrunki. Jako że dziś miała się odbyć ceremonia on miał ubrać wykonany specjalnie dlań pańcerz więc spojrzał ostatni na swój strój ucznia i zdjął go. Przywdział teraz czarny płaszcz z kapturem z czerwono niebieskim symbolem Ying-Yang na plecach, spodnie 3/4 koloru czarnego z czerwonymi runami, czarne wysokie buty z czerwonymi zdobieniami oraz czarne rękawice z krwistoczerwoną łuską na górze i obsydianowymi szponami.
Odrzucił stare wyposażenie. Wziął wykonaną specjalnie dla niego idealną katanę. Najlepszy kowal wioski wykuł ją z tak zwanej Czarnej Smoczej Stali... Była ona niewiarygodnie twarda, a jej naturą były śmierć i chaos. Twarz jego posiadała spory nos, a usta miały jasno czerwoną barwę. W ocenie wielu był no cóż na 100% nie okazem piękna. Jego miecz miał rękojeść wykonaną z wydrążonego mahoniu obitego czarną skórą. Jej szczyt zdobił czarny smok. Jelec przypominał sybol równowagi w barwach czarno-czerwonych. Głownia Katany została wykonana z tej wspaniałej stali smoków o łuskach barwy obsydianu. Zdobił ją napis wykonany z rubinów w narzeczu smoków Dearu co oznacza Czarna Śmierć. Szkoła ta uczy, że broń i użytkownik są jednym i mają jedno imię... Nowe noże do rzucania były także z tej stali ich ostrza były wzorowane na spłaszczonym ludzkim kręgosłupie. Tak dla dokładności składało się z trzech kręgów, z czego środkowy po wbiciu w ofiarę obkręcał się do pozycji pionowej, uniemożliwiając wydobycie się innym niż posiadacz powoli wchłaniał z ofiary siły zyciowe, dusze i jeśli miała moc oraz krew innej rasy... Na tyle pasa wylądowała wygodna apteczka wyposarzona, we wszystko co się może przydać w trudnych warunkach. Coś podpowiadało mu by zabrał równiesz kilka dodatkowych małych bąbek dymnych i tych z truciznami. Gdy skąpletował rynsztunek wyszedł z sypialni dumnie przeszedł korytarz z uśmiechem psychopaty.
Szkoła była za pusta nigdzie nie spotkał żadnego ucznia, ani uczennicy nawet zwierząt nie było, co swiastowału mu to czego się, każdy boi on świadom zaś był... Jest i będzie... Położył dłoń na rękojeści miecza i ruszył przez długi hol szybkim truchtem. Rozejrzał się i ujrzał scenę jak z rzezi lub koszmaru, mistrz akademii zradził by wymordować wszystko co żywe w wiosce, poza swym uczniem, którego zostawił sobie na potem... Chłopak stanął przed swym tak zwanym mistrzem i spojrzał srogo stwierdzając:
- Najbardziej plugawa metoda pozyskania krwi niezbędnej do rytuału odrodzenia żałosne...
- Zamknij się cholerny, głupi bachorze!!! - warknął Azrael
- To czemu mnie nie spróbujesz uciszyć?? - spytał słodkim tonem młodzieniec
- ZAMKNIJ TĄ ZAJEBANĄ SKURWIONĄ DUPĘ!! - krzyknął pogromca szarżując na ucznia który odszedł krok w lewo i wykonał pchnięcie katanę rozcinając mu lewą stronę głowy od czubka nosa po ucho
Bogini będąca zwycięstwem, skuje obsydianową skorupę z jego serca... Jej słowa stają się zdarzeniem... Zapisano, że Ona zrodzona z Bogini Wojny i Boga Uzdrowiciela. Posiądzie trzy światy dzięki swemu: słudze i ukochanym w jednym.
Odrodzenie legend nastąpi niebawem...
Od dawien dawna po świecie chodzą osoby skażone krwią boga, demona, anioła i smoka. Jednak Póki żyje jeden smok o barwie obsydianu nie narodzi się kolejny... Każdy król będzie drżał na dźwięk ich imion...
Gdzieś w oddali rozległ się krzyk orła. Szczyty gór zasnute były mgłą. W ich cieniu leżało piękne, rozjaśnione setkami promieni światła dziennego, majestatyczne miasto na wzgórzu.
Jednak nie o tym mieście teraz mowa, prawdziwe miejsce początku historii leży na północy na granicy krainy śniegu i wiosny... Jest nim niewielka wioska u podnuża wodospadu Yeawral leżącego na zachodzie, poniżej którego rysowało się majestatyczne jeziorko o błękitnej, prawie przezroczystej wodzie, pachnącej kwiatami wiśni. Od południa chroniona przez wulkany i góry z obsydianu, przypominające wielkie piękne włócznie, zatopione we wnętrzościach Matki Ziemi... Wschód ubezpieczany był przez gęsty las pełen drzewców, driad, cholernych chochlików, gnomów, elfów, a według podań głęboko w sercu puszczy znajdują się kości zielonych i szmaragdowych smoków. Północ była dla wioski oknem na świat i głównym szlakiem handlowym. Tą małą osadę tworzyła szkoła sztuk walki, prowadzona przez Azraela Pogromcę.
Był to wysoki na dwa metry i trzydzieści centymetrów mężczyzna o krótkich kasztanowych włosach, twarz jego zdobiła dwójka złotych oczu. Jego lico nosiło nosiła wiele blizn zarówno od broni jak i pazurów. Nos jego nie był ani za wielki ani za mały. Usta wyglądały jakby miał zamiar zaraz kogoś pocałować, zwykle były wygięte w groźnym grymasie. Głowa jego była w odpowiednich do proporcjach wobec ciała, obecnie grzał ją kaptur szaty. Ramiona długie i umięśnione, doskonale widać każdy mięsień, gdy się patrzy nań ma się wrażenie, że to góra mięśni pokreślona wieloma pęknięciami blizn... Dłonie grzały mu czarne, grube, skórzane rękawice. Od przedramienia do stóp sięgała mu czerwono-czarna szata. Tors jego prypominał ten niedźwiedzi z naciskiem na mięśnie, zaś nogi wyglądały jakby jakiś rosły drwal ściął dwa potężne młode dęby i mu je tam przymocował. Jego ulubionymi brońmi była kusza i wielki miecz zwany Zgubą lub Kaerds co w smoczym narzeczu znaczy rychły zgon.
W wiosce znajdowała się też kuźnia, zakład płatnerza kilka zakładów szewca oraz cztery domy krawieckie. Tuż przy lasku znajdowały się cztery chaty myśliwskie, kilka chatek drwali i niewielki tartak. Wszystkie domy miały dachówkę z obsydianu. Szkoła sztuk walki była największym budynkiem posiadała mury z czerwonej cegły i kamienia wzmacniane drewnianym szkieletem wewnątrz murów. Plac do treningów walki wręcz miał wielkość jakiś piędziesięciu metrów długości i dwadziestupięciu metrów szerokości. Za nią znajdował się dziesięcio metrowy okrąg do pojedynków na broń białą, dalej zaś była strzelnica mająca ogółem wymiary czterdziestu metrów szerokości i sto długości. Kilka okolicznych drzewek przy akademii było ozdobionych tarczami służącymi do ciskania weń bronią miotaną... W części mieszkalnej akademi znajdowało się wiele sypialni pięcioosobowych o wymiarach dwadzieścia metrów długości i trzydzieści pięć szerokości, dwóch większych sypialni przeznaczonych dla mistrza i najlepszego ucznia. Centralna część była kuchnią i jadalnią. Ostatni fragment był biblioteką oraz salą do zajęć innej formy takiej jak ćwiczenia teoretyczne, kaligrafia, matematyka itp... Z kominów budynków wydobywał się brązowo-biały dym...
Na wschodzie leniwie unosiło się złoto-czerwone słońce delikatnie i majestatycznie stępujące na wioskę... Jak na złość jego blask wpadł przez okno do sypialni najlepszego ucznia noszącego imię Shidearu co w narzeczu smoków znaczy Niosący Czarną Śmierć... Wściekły warknął otwierając oczy, światu ukazały się piwne oczy wyrażające furię. Szybko zeskanował pomieszczenie wyglądało ono następująco:
Białe ściany pokrywały czarno czerwone wzory runiczne gdzie niegdzie wisiały piękne obrazy na których widniały sceny walki smoków z innymi rasami albo piękne kobiety, a w honorowym miejscu wielki obraz przepięknej damy o ognistych włosach oraz oczach w których zamiast tęczówek i źrenic widniał błękitny księżyc. Podłoga była wyłożona hebanowym drewnem tuż przy łóżku znajdował się gruby miękki ciepły dywan koloru krwi. Sypialnia ta dzieliła się na dwa sektory sypialny czyli południowy i północny będący gabinetem. Część służąca za biuro była doskonale oświetlona ogrzewał ją dodatko kominek wykonany z piaskowca bogato zdobiony rubinowymi runami. Biurko i inne meble wykonane były z drewna dębowego. Łóżko miało dębową ramę i bardzo wygodny materac w barwie obsydianu. W części sypialnej była też łazienka z ogromną wanną i sporą umywalką. Niedaleko obok łoża znajdowała się spora garderoba. Chłopak wstał i gdy tylko opadła kołdra w lustrze ukazał się młody chłopak mający około metra i siedemdziesięciu centymetrów był raczej kruchy. Nie miał on imponującego wyglądu, posiadał czarne włosy siękające my połowy pleców. Szybko się ogarnął, wymył i wyszykował jako tako by potem ubrać się wygodnie. Wskoczył w czarne bokserki, takowe spodnie, ubrał skarpetki też tej barwy, na to czarną luźną koszulę. Zacisnął pasek i przymocował do niego pochwę na katanę. Kilka pasów z nożami do rzucania przymocował do spodni. Z tyłu umieścił mały plecak z różnymi przydatnymi rzeczami takimi jak lekarstwa i opatrunki. Jako że dziś miała się odbyć ceremonia on miał ubrać wykonany specjalnie dlań pańcerz więc spojrzał ostatni na swój strój ucznia i zdjął go. Przywdział teraz czarny płaszcz z kapturem z czerwono niebieskim symbolem Ying-Yang na plecach, spodnie 3/4 koloru czarnego z czerwonymi runami, czarne wysokie buty z czerwonymi zdobieniami oraz czarne rękawice z krwistoczerwoną łuską na górze i obsydianowymi szponami.
Odrzucił stare wyposażenie. Wziął wykonaną specjalnie dla niego idealną katanę. Najlepszy kowal wioski wykuł ją z tak zwanej Czarnej Smoczej Stali... Była ona niewiarygodnie twarda, a jej naturą były śmierć i chaos. Twarz jego posiadała spory nos, a usta miały jasno czerwoną barwę. W ocenie wielu był no cóż na 100% nie okazem piękna. Jego miecz miał rękojeść wykonaną z wydrążonego mahoniu obitego czarną skórą. Jej szczyt zdobił czarny smok. Jelec przypominał sybol równowagi w barwach czarno-czerwonych. Głownia Katany została wykonana z tej wspaniałej stali smoków o łuskach barwy obsydianu. Zdobił ją napis wykonany z rubinów w narzeczu smoków Dearu co oznacza Czarna Śmierć. Szkoła ta uczy, że broń i użytkownik są jednym i mają jedno imię... Nowe noże do rzucania były także z tej stali ich ostrza były wzorowane na spłaszczonym ludzkim kręgosłupie. Tak dla dokładności składało się z trzech kręgów, z czego środkowy po wbiciu w ofiarę obkręcał się do pozycji pionowej, uniemożliwiając wydobycie się innym niż posiadacz powoli wchłaniał z ofiary siły zyciowe, dusze i jeśli miała moc oraz krew innej rasy... Na tyle pasa wylądowała wygodna apteczka wyposarzona, we wszystko co się może przydać w trudnych warunkach. Coś podpowiadało mu by zabrał równiesz kilka dodatkowych małych bąbek dymnych i tych z truciznami. Gdy skąpletował rynsztunek wyszedł z sypialni dumnie przeszedł korytarz z uśmiechem psychopaty.
Szkoła była za pusta nigdzie nie spotkał żadnego ucznia, ani uczennicy nawet zwierząt nie było, co swiastowału mu to czego się, każdy boi on świadom zaś był... Jest i będzie... Położył dłoń na rękojeści miecza i ruszył przez długi hol szybkim truchtem. Rozejrzał się i ujrzał scenę jak z rzezi lub koszmaru, mistrz akademii zradził by wymordować wszystko co żywe w wiosce, poza swym uczniem, którego zostawił sobie na potem... Chłopak stanął przed swym tak zwanym mistrzem i spojrzał srogo stwierdzając:
- Najbardziej plugawa metoda pozyskania krwi niezbędnej do rytuału odrodzenia żałosne...
- Zamknij się cholerny, głupi bachorze!!! - warknął Azrael
- To czemu mnie nie spróbujesz uciszyć?? - spytał słodkim tonem młodzieniec
- ZAMKNIJ TĄ ZAJEBANĄ SKURWIONĄ DUPĘ!! - krzyknął pogromca szarżując na ucznia który odszedł krok w lewo i wykonał pchnięcie katanę rozcinając mu lewą stronę głowy od czubka nosa po ucho
Po prostu "WoW". Ta historia zasługuje na jak największe noty! I jeszcze te opisy - cudo *-* Postać Shidearu jak zwykle "uroczo miła" :D Fabuła zapowiada się bardzo interesująco. Postać opisana prawie że na początku opka... Czy ona ma jakiś związek z Shi?? No i co się stanie z Azraelem, jak się potoczą dalsze losy?? Zapowiada się ciekawa akcja w nexcie :3
OdpowiedzUsuń